Nie wierzę w przypadki. Nie wierzę w przypadki losowe – w przypadki gramatyczne wierzę całym sercem (sercem się wierzy??) a właściwie całym mózgiem (chociaż podobno używamy go tylko w 10%…).

obcokrajowiec vs przypadki

Jeden z moich uczniów-obcokrajowców, nazwijmy go Roberto, opowiedział mi taką oto historię: szef poprosił go o skontaktowanie się z kobietą o imieniu Aleksandra, należało przekazać jej jakieś dokumenty. Mój uczeń powierzone zadanie wykonał. Następnego dnia szef pyta:
— Dałeś dokumenty Aleksandrze?
— Nie — z pełną pewnością odpowiedział biedny Roberto.
Zaczęły się szybkie i gorączkowe poszukiwania Aleksandry i dokumentów. Gdy wyjaśniło się, że dokumenty jednak trafiły tam, gdzie trafić miały, zdezorientowany szef zapytał Roberto:
— Dlaczego powiedziałeś, że nie przekazałeś dokumentów Aleksandrze?
Na co jeszcze bardziej zdezorientowany Roberto odpowiedział:
— Nie dałem Aleksandrze, nie znam jej, dałem Aleksandra.

I tu właśnie pojawiają się nasze rodzime przypadki. Chociaż takie do końca rodzime to one nie są – sporo zapożyczyliśmy z łaciny, ale nie o tym dziś.

po kiego grzyba nam te przypadki?

Dla Roberto, którego rodzimym językiem jest włoski, ale posługuje się on bardzo biegle także angielskim, każda zmiana brzmienia/zapisu rzeczownika jest po prostu zmianą wyrazu, zmianą rzeczy lub osoby, o których się mówi.

Tak popularny dziś język angielski jest językiem pozycyjnym – co oznacza, że każda część zdania ma swoje ustalone miejsce – zmiana tego miejsca będzie oznaczać automatycznie zmianę znaczenia całej wypowiedzi:

John plays Chopin.
Chopin plays John.

Powyższe dwa zdania przetłumaczymy następująco:

John gra Chopina.
Chopin gra Johna.

Roberto pewnie znów by pomyślał, że “Chopina” i “Johna” to jakieś inne/nowe osoby 🙂 Tymczasem końcówka -a właśnie pozwala nam w języku polskim wyrazić to, co w języku angielskim wyraża pozycja w zdaniu:

johnplayschopin

Dzięki temu, że w polszczyźnie istnieje biernik, gdziekolwiek byśmy nie postawili w zdaniu słowa “Chopina”, zdanie to będzie zawsze oznaczało angielskie “John plays Chopin” – choć oczywiście każdy z polskich wariantów ma nieco inną wartość stylistyczną.

Poza tym pomimo tego że polszczyzna pozwala na zmianę miejsca “Chopina” w zdaniu, nie możemy sobie szafować dowolnie pozycją wyrazów w wypowiedzeniach.

Szyk dowolny?

Czyli szyk w polskim zdaniu nie jest dowolny i nie możemy sobie ustawiać wyrazów jakkolwiek? Hulaj dusza, piekła nie ma? Otóż nie.

Szyk w polskim zdaniu jest swobodny, ale nie dowolny – co oznacza, że język polski – jako język fleksyjny (fleksja = odmiana) – jest mniej restrykcyjny, jeśli chodzi o pozycję słów w zdaniu niż język angielski – jako język pozycyjny. Mniej – nie oznacza zero reguł, bo przecież zdania:

partykulatylko

mają nieco inne znaczenie, chociaż jedyną dokonaną w nich zmianą jest zmiana miejsca partykuły “tylko”.

Poza tym przykład z graniem nie będzie już tak czytelny, jeśli spróbujemy zastosować go na rzeczownikach, których mianownik jest taki sam jak biernik:

Psy grają koty.
Koty grają psy.

Kto tu kogo gra? 🙂 Ten żartobliwy przykład pokazuje jednak, że przypadki są ważne, ale nie one jedynie decydują o znaczeniu wypowiedzi. Może nie zbudujecie do tego teorii, ale na pewno wiecie, że czymś innym jest “panna młoda” i czymś innym – “młoda panna”.

A z ciekawostek dodam, że szyk języka polskiego to SVO – subject (Jan), verb (gra), object (Chopina) – dokładnie taki sam jak w języku angielskim: SVO – subject (John), verb (plays), object (Chopin). Bo zawsze warto szukać tego, co nas łączy – a nie tego, co nas dzieli. Rzekłam.

A na zakończenie deklinacja na wesoło: