Nie znam nikogo, kto nie lubiłby tłustego czwartku. Ten sympatyczny i smaczny zwyczaj rozpoczyna ostatni tydzień karnawału przed Wielkim Postem i zgodnie z kalendarzem chrześcijańskim wypada dokładnie 52 dni przed Wielkanocą, dzień w którym dokładnie przypada tłusty czwartek jest i bywa co roku inny.

Tłusty czwartek a karnawał

Zwyczaj zajadania się kalorycznymi potrawami łączy się dość mocno z karnawałem – niby jest to oczywiste, ale założę się, że nie sprawdzaliście etymologii słowa „karnawał” ani też nie myśleliście o bezpośrednim związku pączków ze średniowiecznymi albo starożytnymi zabawami 😊

Jedną z możliwych etymologii słowa „karnawał” jest pochodzenie od łacińskich wyrazów caro (‘mięso’) oraz levo, -are (‘odrzuać, usuwać’) albo od włoskich carne vale (carne ‘mięso’, vale ‘żegnaj’) – zresztą polskim odpowiednikiem tego terminu jest „mięsopust”, czyli jak tłumaczy Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej ‘mięsa opust’ – pożegnanie. Tak nazywano zwykle dawniej „ostatki“ – czyli trzy ostatnie dni zapustne przed Wielkim Postem, poświęcone biesiadom, tańcom, wesołości i oczywiście piciu alkoholu.

Zobaczcie zresztą sami, jako to drzewiej bywało:

Przypatrzmyż się biesiadzie na ostatnim zgonie.
Tych wabią na gorzałkę znowu przepalaną,
Drudzy na garncu piwa ciepłego przestaną,

Aż im i gęś przyniosą, a pieczenią z chrzanem
I czosnek z rosołowym postawią kapłonem,
Kuropatwy bogatszym, jarząbki, cietrzewie,
Które zbiera myśliwiec bądź sidłem na drzewie,
Bądź okrągłym ołowiem w siarczystym płomieniu,
I co stół hojny dźwiga w panięcem imieniu.
Aż tuzin szkła postawią pod pijanką w rzędzie;

Fragment pieśni Mięsopust Kaspra Miaskowskiego (cyt. za Z. Gloger, Rok Polski w życiu, tradycyi i pieśni, Warszawa 1900, s. 101—119).

Władysław Kopaliński natomiast w swoim Słowniku mitów i tradycji kultury wyjaśnia, że „karnawał” zapożyczyliśmy z włoskiego carnevale od łacińskiego carrus navalis czyli ‘wozu w kształcie okrętu, uczestniczącego w procesjach świątecznych ku czci Dionizosa i Izydy’. Dionizos był greckim bogiem płodności, dzikiej natury, winnej latorośli i wina, a wcześniej wspomniany carrus navalis pojawiał się na rzymskich ulicach podczas hucznych obchodów powitania wiosny (w rzymskiej mitologii Dionizosa zastąpił Bachus).
 źródło

 

Tak czy owak – świat na opak

Obojętnie którą etymologię przyjmiemy za bardziej wiarygodną, warto zauważyć, że okres karnawału staje się niejako czasem, gdy wolno więcej, gdy można (a nawet trzeba) zakosztować smakowitych dań (i być może pań), bo za chwilę spadnie na nas post, okres wyrzeczeń cielesnych oraz rozważań duchowych. Póki jednak karnawał trwa – bawmy się!

Wielu badaczy kultury zauważa, że czas karnawału należy rozumieć w opozycji do „oficjalnego” porządku:

Czas biegnie wtedy inaczej – a może wręcz niejako się zatrzymuje, by umożliwić świętującym pozorne “wyjście z czasu”, znalezienie się “poza czasem”, potem zaś powrót do niego bez konsekwencji upływu “zatrzymanych” dni i utraty czegokolwiek, co mogłoby się zdarzyć – i wszystko jest nagle inne: porządek zmienia się w nieporządek, harmonia w dysonans, umiar w nadmiar, powaga w śmiech, prawo w bezprawie, a sacrum w profanum.

Dudzik, Karnawały w kulturze, Warszawa 2005, s. 39–41.

To okres „świata na opak”: rzeki płyną pod prąd, zwierzyna łowi myśliwego, mysz goni kota, świnie latają, człowiek zabija śmierć i żebrak staje się królem. Może kojarzycie z kreskówki Dzwonnik z Notre Dame scenę, w której Quasimodo zostaje obrany królem właśnie?

Ten fragment to nic innego, jak przedstawienie karnawału, zresztą postacie i fabuła są zaczerpnięte z dzieła oryginalnego Katedra Marii Panny w Paryżu  Wiktora Hugo.

Czy aby na pewno czwartek?

My w Polsce objadamy się w czwartek, ale zwyczaj hucznego żegnania się z mięsem czy w ogóle tłustym jedzeniem w innych krajach odbywa się w różne dni tygodnia. Jego najbardziej znaną chyba wersją jest Mardi Gras – czyli dosłownie tłumacząc: ‘tłusty wtorek’ – ostatni wtorek przed środą popielcową. Mardi Gras to więcej niż tylko jedzenie, to festiwale i parady. Bardzo znane obchody tego dnia odbywają się w Nowym Orelanie:

W Wielkiej Brytanii (a także innych krajach – głównie angielskojęzycznych) Mardi Gras jest znany jako Pancake Tuesday – czyli ‘naleśnikowy wtorek’. Na północy Europy (także w Niemczech) jada się z kolei semle – ciastko z bułki pszennej wypełnione słodkim nadzieniem. Tradycyjnie semle serwuje się w głębokim talerzu, zamoczoną w gorącym mleku i przyozdobioną laską cynamonu.

Włosi obchodzą albo tłusty czwartek (Giovedi Grasso) jak my, albo tłusty wtorek (Martedi Grasso). Ponieważ mieszkańcy Italii uwielbiają jedzenie (nie wiem, jak oni tam ten Wielki Post wytrzymują), to i z okazji tłustych dni przygotowują tradycyjne potrawy a nie tylko desery. I tak jako pierwsze danie mamy pulpety (ragu) z jajkiem gotowanym, pulpety mogą być przygotowane z wieprzowiny. Wegetarianom możemy zaproponować gnocchi z sosem pomidorowym i mozzarellą. Jako danie główne Włosi proponują kiełbasę z ziemniakami albo soczyste klopsiki (tylko mięso), albo bardziej klasycznie: kotlety wieprzowe – mogą być gotowane z sosem pomidorowym. Oczywiście nie zapominamy o deserze: mamy do wyboru: neapolitański czarny budyń, salami czekoladowe oraz słodycz z regionu Kampanii przyrządzoną z ricotty i kaszy manny. Kto jak kto – ale Włosi wiedzą, jak uczcić pożegnanie z jedzeniem 🙂

Dania natomiast świętuje siedem tygodni przed niedzielą wielkanocną, wówczas dzieci przebierają się w kostiumy i gromadzą słodycze –zwyczaj ten zwie się fastelavn i jest praktykowany obecnie na Islandii pod nazwą bolludagur – co oznacza ‘dzień słodkiej bułeczki’. Jak podaje Wikipedia: “Tradycja słodkich bułek wiąże się ze zwyczajem zbierania w Fastelavn rózg – młodych gałązek drzew (duń. Fastelavnsris), przyozdabiania ich kolorowym papierem i uderzania nimi chłopców i dziewcząt. Kto tego dnia wstał najwcześniej, przygotował rózgę i uderzył pierwszy, wynagradzany był taką bułką. Dzisiaj to głównie dzieci rózgami budzą w dzień Fastelavn swoich rodziców”. Taka ciekawa wariacja naszego śmigusa dyngusa 🙂

Co my jemy z okazji tłustego czwartku?

W Polsce gustujemy w pączkach i faworkach lub jak kto woli – chruście. Skąd wzięły się te nazwy?

Pączek to zdrobnienie od słowa „pąk” – pąk kwiatu na przykład. Pączek swoje określenie zawdzięcza zapewne kulistemu kształtowi.

Natomiast „chrust” nawiązuje do kruchości tego wypieku, który podczas – ma trzeszczeć, szeleścić podczas jedzenia. Inna nazwa chrustu to faworki i pochodzi ona od francuskiego wyrazu faveur, który oznaczał ‘kokardę’, ‘wstążkę’ – tym razem określenie odnosi się do kształtu wypieku.

A jak zapisać?

Tłusty czwartek zapiszemy wbrew pozorom małą literą, ponieważ nie jest nazwą święta, ale zabawy, zwyczaju.

 

Tyle dobroci… 😉 Nie tylko przy okazji tłustego czwartku życzę Wam smacznego!